
Nowa Atlanta. Sektor 11. Budynek 71-G. 7 kwietnia 2072. 11:13 w nocy. Haker rozpoczyna nieautoryzowane wejście do sieci TriOptimum...

Tak zaczyna się System Shock- jedna z najlepszych i najbardziej innowacyjnych (jak na swoje czasy) gier dostępnych na PC. Wymieniony wyżej haker to główny bohater gry, który wkrótce usunie ograniczenia etyczne systemu kontrolującego stację Citadel- SHODAN'a. Za dobrze wykonaną robotę ma On (haker) otrzymać wolność oraz dodatkowe implanty. Po przebudzeniu z kriogenicznego snu od razu jednak widać, że coś jest nie tak...
SHODAN (Sentient Hyper-Optimized Data Access Network) najwyraźniej poczuł się zbyt wolny, bowiem zabił lub pozamieniał w podległe sobie mutanty wszystkich ludzi znajdujących się na Citadel. Roboty i kamery także pracują teraz dla niej (jego? tego?), więc sytuacja nie wygląda ciekawie. W e-mail'u z Ziemi dostajemy pierwsze zadanie- znaleźć doktora D'arcy i dowiedzieć się czegoś o laserze, który ma posłużyć SHODAN'owi do niekoniecznie dobrych zamiarów.
Napisałem "zadanie", jednak w System Shock'u oznacza to coś innego niż w dzisiejszym FPS'ach (a więc chociażby i w Bioshock'u). Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak objective'y, pamiętnik, czy drogowskaz nad głową. Podobnie jak w BS'ie otrzymujemy wiadomości głosowe, a także odnajdujemy prywatne pamiętniki. Różnica polega na tym, że ich czytanie jest tutaj konieczne, nie tylko po to, aby poznać fabułę ale także po to, by grę w ogóle ukończyć. Jak już wspomniałem, w System Shock'u nie istnieją żadne "wspomagacze" przypominające co chwilę, co trzeba teraz zrobić. Jedynymi wskazówkami są tutaj właśnie e-mail'e i pamiętniki, a wnioski musimy już wyciągać sami. Pogubić się w niektórych momentach łatwo, bowiem gra niekiedy przepuści nas na kolejny poziom, nawet jeśli nie wykonamy zadania na obecnym.
Jak się w to w ogóle gra? Zabawa polega na tym, że przechodzimy przez kolejne poziomy Citadel, tylko że jak już wcześniej wspomniałem, mamy możliwość (i niekiedy konieczność) cofania się. Rolę przejścia pełni winda (na Wolfenstein'a się zapatrzyli?), do której mamy dostęp dopiero po zniszczeniu odpowiedniej liczby kamer lub innych urządzeń podnoszących poziom zabezpieczeń. Na kolejnych etapach musimy najczęściej udaremnić jakiś plan SHODAN'a, no i dostać się do windy. To, co robi w czasie gry największe wrażenie, to właśnie nasz główny przeciwnik. Podczas przemierzania kolejnych korytarzy Citadel, ma się nieodparte wrażenie, że SHODAN jest istotą o wiele potężniejszą niż gracz; że myśli, i cały czas jest o krok przed nami. Często wysyła e-mail'e, w których pokazuje swoją wyższość i przewagę nad hakerem. Generalnie postać naszego głównego oponenta w System Shock'u robiła na mnie momentami dużo większe wrażenie, niż Andrew Ryan czy Sofia Lamb.
Zwyłych przeciwników jest natomiast dużo, do tego mają tendencję do respawn'owania się. Walka nie jest jednak trudna, głównie ze względu na kulejącą AI. Mimo to czasem zdarza się zginąć, jeśli nagle wpakujemy się z niezaładowaną bronią na zbyt silnego przeciwnika. Wtedy na ratunek przychodzi tutejszy odpowiednik Vita-Chamber, różnica polega jednak na tym, że w System Shock'u trzeba je wcześniej aktywować, w przeciwnym razie zgon jest nieunikniony. Wracając do walki, na uznanie zasługuje dbałość o szczegóły- pistolet na igły może być bardzo skuteczny przeciwko mutantom ale robotowi nie zabierzemy nim już nawet 1HP. Do tego broni jest naprawdę dużo, a prawie każda z nich posiada 2 typy amunicji. Nasz arsenał uzupełnia kilka rodzajów granatów.
W grze mamy do dyspozycji także inne przedmioty. Zdobywamy wszelkiej maści zastrzyki stymulujące, regeneracyjne czy neutralizujące. Odpowiednio użyte potrafią nieraz uratować skórę. Możemy jednak zbierać zupełnie inne item'y, na przykład czaszki, szmaty i inne śmieci ale o ich zastosowanie w grze trzeba by zapytać twórców, bo mnie nic nie przychodzi do głowy ;) Przydają się natomiast baterie, za pomocą których możliwe jest odnowienie energii.

Tą ostatnią można spożytkować na wiele sposobów. Pomijając niektóre bronie, energia jest potrzebna do uruchomienia różnego rodzaju gadżetów (implantów?) dostępnych dla gracza. Ich przydatność jest... dyskusyjna. Latarka jest nieoceniona w ciemnych pomieszczeniach ale już moduł pozwalający zobaczyć co jest za nami i jednocześnie zasłaniający pół ekranu był jak dla mnie kompletnie bezużyteczny. Ogólnie gadżety przydają się zazwyczaj w kilku specyficznych miejscach, natomiast normalnie nie ma co zawracać sobie nimi głowy.
Rzeczą wartą dokładniejszego omówienia, jest za to cyberprzestrzeń. Coś, czego nie widziałem w żadnej grze przed, ani po System Shock'u (no, może w TRON'ie 2.0). Ów cyberprzestrzeń to hm... wnętrze komputera? Matrix? Nie wiadomo, w każdym razie po użyciu specjalnego terminala lądujemy w świecie pozbawionym grawitacji i... tekstur na ścianach. Latamy po wielkich pomieszczeniach, zdobywamy nowe wersje programów, a także strzelamy do rozpikselowanych (dosłownie!) przeciwników. Popatrzcie sobie zresztą na screen'y poniżej... Jest to jedna z rzeczy, dla których warto grę poznać.
Wady? Klimat i fabuła trzymają się dobrze mimo upływu czasu ale grafika i interfejs już niekoniecznie. Ta pierwsza stoi gdzieś na poziomie Doom'a: mamy świat w niby-3D i płaskich jak naleśniki przeciwników. Nie jest dobrze, chociaż wrażenie robią (jak na tamte czasy) cienie, czy możliwość gaszenia i zapalania świateł. Dużo większą przeszkodą dla dzisiejszego gracza będzie interfejs- jeden z najgorszych, jakie dane mi było oglądać. Chodzimy i obracamy się przy użyciu strzałek, natomiast do strzelania i podnoszenia przedmiotów służy myszka. Sęk w tym, że podczas poruszania gryzoniem ekran stoi w miejscu, więc aby na przykład rozwalić kamerę łomem, trzeba stanąć przy niej, podnieść głowę, czyli przesunąć specjalny suwak w górę, i wtedy dopiero próbować uderzać. Problemy występują także z bronią palną- aby ją przeładować, musimy kilkukrotnie klikać na ikonkę w lewym dolnym rogu. Także wiadomości nie odczytują się same, trzeba się do nich przeklikać, a kiedy już się uda, w miejsce automapy wskoczy zdjęcie autora log'a, skutecznie uniemożliwiając korzystanie z niej. Bardzo to wszystko intuicyjne ;) Z drugiej strony po zainstalowaniu mouselook mod'a (bez niego nie radzę nawet do gry podchodzić) można normalnie grę przy pomocy WASD i myszki obsługiwać, jednak nie eliminuje on wszystkich kłopotów.
Dźwięk nie stanowi większych problemów ale już muzyka po dłuższym czasie potrafi wyprowadzić z równowagi. Każdy poziom ma swój jeden krótki, nieskomplikowany i zapętlony w nieskończoność kawałek. Na szczęście ową irytującą muzyczkę można ściszyć, lub w ogóle wyłączyć.
System Shock był grą jak swoje czasy niesamowitą. Dziś już aż tak dobrego wrażenia nie robi ale warto ją poznać, chociażby po to, żeby zobaczyć coś, co niegdyś wyprzedzało swoją epokę o ładnych kilka lat. Nie wypada w końcu nie zainteresować się grą, bez której nie byłoby dzisiaj Bioshock'a. Poza tym postać SHODAN'a, czy cyberprzestrzeń do teraz robią (przynajmniej na mnie) duże wrażenie. Grę polecam także fanom sequel'a, gdyż po pierwszych kilku minutach prawdopodbnie lepiej zrozumieją zakończenie System Shock'a 2 ;) Do zobaczenia na Citadel!
Autorem artykułu jest: Szynek


























