Wiek: 20 Dołączył: 25 Maj 2008 Posty: 1076 Piwa: 28/14 Skąd: ja mam wiedzieć.
Wysłany: 2010-01-06, 22:30 Książka
Hmmm to może ja zaczne:
Otworzyłem oczy. Poczułem smród zgnilizny. Nie wiedziałem co się dzieje, ani gdzie jestem. W ciemnościach ledwo dostrzegałem cokolwiek. Byłem bardzo oboloały aż trudno było mi wstać. Rozejrzałem się i z przerażeniem zorientowałem się skąd dobiegał ten okropny zapach który ranił moje nozdrza.
Wpadłem na pomysł aby książka była o jakimś splicerze który jeszcze nie do końca zatracił człowieczeństwo, ale jest już praktycznie po przemianie stąd zanik pamięci.
Co sądzicie?
_________________ Hey! What's that's look? You don't like it do you? I don't need to by judged by YOU! By ANYONE! Screw you! Screw all you fucking doubster!
Zarówno po mojej prawej jak i lewej stronie staly dwie rzeźby. Były to postacie ludzkie, w bardzo wytwornych, ocierających się o groteskę pozach. Nie widziałem dokładnie, ale było to chyba z gipsu...? Tak mi się wydawało.
Spróbowałem poruszyć nogami. Nic. Spojrzałem w dół - były oblane taką samą masą jak ludzie obok (ludzie?). Poczułem, że ciemnieje mi w oczach. Kurwa! Żeby tylko nie stracić przytomności, myśleć trzeźwo, MYŚLEĆ TRZEŹWO! Bo skończę jak ci dwaj.
Ręcę mam wolnę - to plus. Mam usztywnione nogi - to minus. Ale mam wolnę ręce, więc mogę zrobić z tego użytek.
Rozejrzałem się po ziemi szukajac wzrokiem czegoś co było by w zasięgu mojej ręki i dość cięźkie, by rozbić gipsowy pancerz, który tak dobrze osłaniał mnie od pasa w dół. Był młotek! I dłuto.
Teraz spokojnie, tylko spokojnie. Mogę albo nie mieć gipsu albo nie mieć nogi. Co wolisz?
Przyłożyłem dłuto.
Bylem wolny. Schowałem długo do kieszeni - było dość ostre, by wyperswadować każdemu pomysł robienia ze mnie żywej rzeźby. Tak... Fort Frolic...!
Znajdowałem się w jakiejś zalanej piwnicy. Cienie tańczyły na lekko oświetlonych ścianach. Skręciłem w jeden korytarz i zobaczyłem gipsową rzeźbę, siedzącą przy biurku. Przybliżyłem się do niej i spostrzegłem klucz francuski, który trzymała w prawej dłoni, tak jakby chciała napisać tym jakiś list. Dłuto i tępe narzędzie... No cóż... Lepsze to niż nic prawda? Argh! Silny ból głowy. Zatoczyłem koło i upadłem na mokrą posadzkę. Zacząłem widzieć jakieś dziwne obrazy i człowieka. Czułem do niego respekt i chciałem być taki jak on. Tak... Wielki artysta, geniusz i mój autorytet. Następnie usłyszałem melodię. Duma, pycha. Miód dla moich uszu. Delikatna, a zarazem ostra. Tak. Jaki tytuł? Cohen's... Cohen's Master?... Cohen's Piece? Ach, tak! Cohen's Masterpiece! Hymn tego jakże wielkiego artysty. To moja ulubiona melodia... Chyba. Ja w ogóle coś lubiłem?
Po dłuższej chwili ocknąłem się cały spocony. Przeszywający ból zniknął, jak gdyby nigdy nic. Wstałem i przypomniałem sobie coś. Już tutaj byłem. Znajdowałem się w Fort Frolic. Miejscu pełnym sklepów i sztuki. Tak. Tak. Teatr, Rapture Records i Eve's Garden. Odzyskałem fragment moich wspomnień, lecz wciąż to nie dawny ja. Czy w ogóle kiedykolwiek istniało coś przed chwilą obecną? 'Dawny ja' żył może własnym życiem jak powstawało to miasto. Miasto nazywające się... Nazywające się? Hm. Rapture? Chyba tak...
Po schodach wszedłem na górę. Znałem to miejsce.
- To jest... jest... jest... Uhm... Ja wiem, że kiedyś tutaj spędzałem większość mojego czasu, ale jak to miejsce dokładnie się nazywa to nie wiem - szepnąłem sam do siebie. Nikt tego nie słyszał, oprócz figur. Istot niegdyś żywych, zamkniętych w gipsowych powłokach. Zbliżyłem się do biurka. Dotknąłem podręcznego radia, które nagle się włączyło:
- "Welcome to Fort Frolic!" - znajomy głos odezwał się, ale nie byłem w stanie powiedzieć kto to. Prawdę mówiąc nikogo nie poznawałem oprócz tajemniczego autorytetu z zatraconych wspomnień. - Tak, tak, tak, tak, TAK! Wiedziałem, wiedziałem że w końcu ktoś wyjdzie z tej sztucznej skorupy i będzie motylem. Z gąsienicy w małą ćmę, a z ćmy w motyla. W anioła. Jesteś pierwszą taką istotką, jaką miałem okazję ujrzeć od... pięciu miesięcy? Pierwsza żywa istota, tak... Choć dziecko, choć. Zapraszam cię na niesamowity spektakl. Zapraszam cię do Fleet Hall... Śpiesz się jednak! Ja jestem ARTYSTĄ! Artyści nie będą czekać na spóźniającą się publikę, gdyż celem nadrzędnym jest to wspaniałe widowisko... Będę na ciebie czekać, mała ćmo...
________________________________________
Pomyślałem, że to wydarzenia po przybyciu Jack'a do Rapture, ale przed ożywieniem pierwszego Tatuśka. Jakieś od ośmiu i pół roku do dziewięciu lat od przybycia Jack'a na powierzchnię. Pasuje?
Mam pewne zastrzeżenie, co do odzyskiwania wspomnień przez naszego splicera: mianowicie, pomijając, że trochę za szybko odzyskuje wspomnienia ( lepsze byłyby naprawdę krótsze przebłyski wspomnień), to nie spodobał mi się zwrot
Cytat:
Odzyskałem fragment moich wspomnień, lecz wciąż to nie dawny ja.
Skąd bohater po zaniku pamieci wie że był ktoś taki jak dawny on?
Zbastujcie trochę z tym odzyskiwaniem wspomnień, nie wszystko i nie gwałtownie na raz.
Bardzo podobała mi się natomiast alegoria do wylęgnięcia się motyla - świetna robota.
Sam coś dodam od siebie za niedługo, muszę tylko przemysleć kwestię fabuły.
Edit: @Inq - dobry pomysł o informacji, że ktoś pisze następną część
Tyle znajomych miejsc...! Patrze na wystawy sklepów, obracam w dłoniach przedmioty tak mi bliskie i tak obce zarazem, jakgdybym próbował uchwcić fragmenty snu. Czułem zapach dymu z papierosów, których nigdy nie wypaliłem i smak wina, którego nigdy nie wypiłem.
Nie wiedząc nawet kiedy, doszedłem do sali koncertowej (czy teatru?). Nie było sceny. Pomyślałem sobie, że wygląda to, jakby ją wysadzono. Roześmiałem się. Nie wiem dlaczego.
Coś bardzo bolesnego było w widoku tej sceny - krateru. Miało to w sobie gorycz jakichś niespełnionych oczekiwań, gniewu...? Jakby sama scena chciała odrzucić od siebie nieudolnego hałturnika. Poruszyłem palcami. F A# C# F C#... Da, da, da, da, da....
Ta melodia to.... arcydzieło! Teraz czułem sam moje palce same tańczą jakiś przewrotny taniec, jakby tym szalonym tańcem (śmierci?) chciały oddać hołd temu miastu ludzkich cieni.
Ale cóż to? Ten cień na suficie...?
--------------------------------------
Można by usunąć tego mojego poprzedniego posta?
Edytowałem, ale Creep napisał, a net mi padł to napisałem nowego posta.
I jeszcze jedno - są różne rodzaje utraty pamięci, nie zawsze ma się mózg opróżniony jak dysk po formacie, a jedynie "zablokowany" - tak, że wszystko tam jest, ale nie mogę się przedostać do świadomości.
Po suficie łaził człowiek w masce karnawałowej. Jego ubranie było podarte i całe we krwi. Zeskoczył na dół i zaczął przeszukiwać zwłoki leżące za kurtyną. Rozrywał trupy na strzępy, za pomocą swoich wielkich haków. Nagle, odwrócił się i podbiegł do mnie. Takiej nienawiści nigdy nie widziałem. Myślałem, że zaraz rozpruje mi brzuch. Nic nie zrobił. Tylko warknął złowrogo i poszedł. Poszedł sobie szukając tego, co zniszczyło to cudowne miasto. ADAM. Wszyscy powariowali i zaczęli atakować się nawzajem dla niewielkich porcji tego chłamu. Byłem jednym z niewielu ludzi... Nie, nie NIE! Ludzi? Jakich ludzi? Znaczna większość to chorzy, popieprzeni szaleńcy. Czasami chciałbym uciec na powierzchnię. Nawet nie pamiętam kiedy widziałem zachód Słońca... Niespodziewanie, radio zaczęło piszczeć i znów usłyszałem tajemniczy głos:
- Witaj mała ćmo. Z pewnością zechcesz uciec stąd. Dowiedzieć się o co chodzi, czyż nie? Otóż otworzę ci drzwi do Rapture Metro. Stamtąd popłyniesz do każdej części Rapture, jako Fort Frolic jest teatrem z którego pójdziesz wszędzie - nawet za kulisy. Pozwolę ci odejść, dopiero jak zrobisz dla mnie kilka rzeczy. Widzisz, ja już nie jestem taki sprawny jak kiedyś. Zapominam wielu rzeczy. Na początek przyniesiesz mi moje notatki z Rapture Records. Jednak jest pewien problem, bowiem przejście zostało zablokowane przez kupę gruzu. Aby się tam dostać będziesz musiał pokombinować. Ach, zapomniałbym o czymś ważnym. Kiedy wyjdziesz z Fleet Hall, zauważysz leżący futerał na wiolonczelę i pudełko. W futerale znajdziesz ten jakże cudowny instrument. Prawdziwy artysta potrafi opanować wszystkie rodzaje sztuki. Oprócz zabijania przyda ci się muzyka. Tak... Dźwięki, które uciszą każde serce... W pudełku zaś kilka przydatnych rzeczy. Niewiele uzbierałem ADAMA, lecz ja go nie potrzebuję, przecież jestem geniuszem, a geniusze nie ulegają tak przyziemnym rzeczom jak ta substancja. Ofiarowuję go więc, tobie. Tak, tak. Z pewnością ci się przyda. W końcu przez to ślimacze gówno całe miasto poszło i... Ach, nie ważne. Mam nadzieję, że nie jesteś "wątpiącym", hm? Argh. Nienawidzę wątpiących. Posępne skurwiele, których nie obchodzi sztuka tylko te czerwone ścierwo! PIEPRZCIE SIĘ WĄTPIĄCY! JEŚLI NIE BĘDĘ MIEĆ DLA KOGO TWORZYĆ MUSICALE BĘDĘ TO ROBIĆ DLA SIEBIE! - w artyście narastała złość. Po dłuższej chwili ciszy, znów usłyszałem ten głos - Wybacz, mi, moje uniesienie się. Może czasami zbyt mocno wyrażam swoje zdanie? Może czasami mnie ponosi?... W każdym bądź razie, nie zwlekaj mała ćmo! Idź i przynieś mi to czego chcę: "Requiem dla Andrew Ryan'a"
Ostatnio zmieniony przez mateusz812 2010-01-07, 19:26, w całości zmieniany 2 razy
Splicer używający plazmidów? No dajcie pokój. Może się czepiam, ale w grze nie było splicera, używającego plazmidów, wyjątek jest Fontaine - ale ten nażłopał się Adama hektolitrami. Mateusz, zmień może zawartość futerału na wiolonczelę, co? Ogólnie fajny content i pomysł na zadania Cohena, sam mam pewnien wystrzałowy pomysł
Houdini używali. Niektórzy w Hefajstosie mieli tonik Elektryczna Skóra. Więc używali.
Ale co mi się nie podoba w wersji Mateusza to to, w jak bardzo "growy" sposób podchodzi on do opowiadania. No takie nazwy jak genofag, plazmidy to mi po prostu nie pasuje. To tak jakby na dziewczynę mówić "samica człowieka" - dla mnie to właśnie coś w podobnym tonie.
Nie zapominaj, że ludek o którym jest tu mowa wychował się w tym mieście, a przynajmniej spędził tu część życia - dziwne więc są zwroty takie jak "wyglądało jak po przejściu tornada". Poza tym za mało w tym introwersji, za dużo suchego opisu jak z książki naukowej.
Poza tym ja próbuje z gościa zrobić pianistę artystę, a ty mi te postać spłycasz, no.
Poruszyłem palcami. F A# C# F C#... Da, da, da, da, da....
Ta melodia to.... arcydzieło! Teraz czułem sam moje palce same tańczą jakiś przewrotny taniec, jakby tym szalonym tańcem (śmierci?) chciały oddać hołd temu miastu ludzkich cieni.
Myślałem, że to będzie jasne.
No, Matuesz, musże przyznać, że teraz jest dużo lepiej.
Cytat:
W futerale znajdziesz ten jakże cudowny instrument. Prawdziwy artysta potrafi opanować wszystkie rodzaje sztuki. Oprócz zabijania przyda ci się muzyka. Tak... Dźwięki, które uciszą każde serce...
Lepiej tego nie mogłeś napisać. Mógłbyś spokojnie pisać dialogi dla Cohena.
Zaraz ja spróbuje coś popisać.
Wyszedłem z teatru. "Prawdziwy artysta potrafi opanować wszystkie rodzaje sztuki.", myślałem. Na naukę nigdy nie jest za późno, tak też mówią. Wirtuozeria powinna być dla geniusza jedynie kwestią praktyki.
Tak, oto są. Wewnątrz futerału, o tak, tak się spodziewałem, karabin i zaraz... nuty? Wiem... wiem jak to brzmi! Na.... na, na naaaa! Da da da... Da da... daaa daaaa...!
Nie mogłem sobie przypomnieć, abym kiedykolwiek słyszał wcześniej ten utwór, jednak jego żałobny charakter podpowiadał mi, że może to mieć coś wspólnego z Rekwiem.
Nie wiem, jak długo gapiłem się w te nuty, ale - pozwólcie mi na ironię - nagle naszło mnie przeczucie, że coś tu nie gra. Wziąłem pudełko. Trzeba było pójść do Rapture Records.
Miałem dość mieszane uczucia co do tego miejsca. Nikt nie wie, co przeżywałem widząc jak tak zwani wirtuozi bogacili się sprzedając coraz to więcej nagrań. Boże, drogi boże, jakże to uwłaczało muzyce! Te ich popisy, nie lepsze od jarmarcznych sztuczek niby to Houdinich. Co ja przeżywałem widząc, że NIKT nie chce słyszeć, co znaczy prawdziwy talent. TALENT! Tutaj nawet nikt nie wiedział co to znaczy! Miasto głuchych ślepców!
Zamknę wam usta, krytycy. Otworzę wam uszy, wy, którzy sądziliście, że wiecie coś o muzyce!
Ja zagram wam koncert, po którym nie przyjdzie wam nic innego jak umrzeć!
Znów usłyszałem kroki. Nadchodził pierwszy słuchacz.
Ostatnio zmieniony przez Inq 2010-01-07, 20:04, w całości zmieniany 2 razy
Ojej Dzięki Inq hehe. Cohen to moja ulubiona postać i tak jakoś... Najłatwiej mi się w niego wczuć Poza tym zmieniłem to tak, abyś ty miał szansę dla swojego pianisty W końcu artysta potrafi opanować wszystkie rodzaje sztuki...
ok creep. Czekamy Inq - interesujący fragment. Nasza postać jest lekko stuknięta jak Cohen. Ach ta pasja do sztuki Zapowiada się ciekawie, tylko mam jedno ale Napisałem:
Cytat:
Ach, zapomniałbym o czymś ważnym. Kiedy wyjdziesz z Fleet Hall, zauważysz leżący futerał na wiolonczelę i pudełko. W futerale znajdziesz ten jakże cudowny instrument.
Tak więc ja się pytam: od kiedy karabin jest instrumentem? No chyba, że miałeś na myśli karabin z pudełka
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum