BioShock City
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
24 maja 2010r: Aktualizacja regulaminu forum!

Informacja dla nowych użytkowników:
Na tym forum nie popieramy piractwa
Za złamanie regulaminu grozi ban.


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Szynek
2010-01-18, 07:00
Książka
Autor Wiadomość
Inq 


Wiek: 20
Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 429
Piwa: 11/6
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-01-12, 14:53   

Błędem było pisanie tego.
_________________
Cytat:
Dlaczego ja?! Pam, pam, tralalala!

Cytat:
Brute Splicery, czyli potężnych jak jednorożce, napchanych ADAMEM do granic możliwości splicerów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 542
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-01-12, 15:03   

jeśli się nie obrazicie to napiszę po Gigsavie ;)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Gigsav 


Dołączył: 30 Gru 2009
Posty: 119
Piwa: 1/6
Skąd: Rapture
Wysłany: 2010-01-12, 22:18   

Wybaczcie za tyle czekania. Wiem, że trochę przedobrzyłem, ale proszę. Oto jest ;) Jak mówiłem, zacząłem od momentu, w którym skończył mateusz.

Teraz wszystko działo się w zwolnionym tempie. Na początek doliczyłem się dziesięciu tych… potworów. Biegli na mnie, jeden obok drugiego, potykając się o własne nogi. Trzymali w rękach łomy. Mieli obrzydliwe, pozaszywane, oszpecone twarze i… Zaraz… Przecież ja wyglądam tak samo. Więc dlaczego chcą MNIE atakować?
Na dalsze rozmyślenia nie było niestety czasu. Wydawało mi się, że słyszę tylko szaleńcze krzyki, słyszę swój oddech i… grę skrzypiec. Straszliwą, jakby graną przez amatora, który nie potrafi jeszcze utrzymać smyczka w ręku, melodię.
Strach zaczął we mnie narastać, gdy napastnicy byli oddaleni o kilka metrów. Ale cóż. Oto nadchodzi dzień, w którym polegnę, a pamięć o mnie zniknie, jak znika papier wrzucony do ogniska… Skąd znam te wszystkie słowa?
Nie mając już wiele do stracenia, omiotłem wzrokiem Pawilon Medyczny. Morsko-zielone barwy na ścianach, szklany dach, przede mną wielka tablica z napisem „Pawilon M dyczny”. „E” było urwane. Tablica świeciła się jasno.
I to było tyle. Czas powrócił do swojego normalnego toku, obrzydliwe potwory zaczęły uderzać we mnie kawałkami metalu. I ta melancholiczna gra skrzypiec…
Myślałem, że podczas swojej śmieci, życie przejdzie mi przed oczyma, abym mógł zobaczyć jak znalazłem się tutaj, w Rapture. Niestety. Jedyne co poczułem, to okropny ból głowy, która była uderzana jednocześnie przynajmniej pięcioma łomami, zawroty głowy. Opadłem na ziemię a powieki same się zamknęły. To już był koniec…

I znów jestem w barze. Jest bardzo gwarno. Ludzie śmieją się, stukają kuflami, rozmawiają. Siedzę na zydlu przy barku, a mocno zbudowany, wysoki barman podaje mi kieliszek wódki. Chcąc, nie chcąc, wołam:
- Hej, Diane!
Dopiero teraz zauważam, że zawołałem kobietę, wyjątkowo urodziwą. Już ją wcześniej widziałem…
Kobieta odwróciła się, jakby zaskoczona moim widokiem. Wstałem z zydle i podszedłem do niej. Rzuciła mi się na ramiona. Choć wiedziałem, że moje ciało działa same, a ja tylko władam umysłem, poczułem, że ta kobieta to moja miłość. Po chwili, wciąż trzymając mnie za ręce, odsunęła się.
- Jak się miewasz, James? – mówiła uśmiechnięta. Choć jej twarz była lekko oszpecona, to jednak niebieskie oczy i blond włosy, a do tego ten przepiękny uśmiech, zakrywały wszystkie wady.
- No cóż, dobrze. - Znów powiedziało moje ciało.
To dziwne. Dlaczego raz sam mogę nim operować, a teraz jestem jak widz? No tak, przecież nie żyję. Ale skoro nie żyję, to powinienem o tym wiedzieć? Sprawy stawały się coraz bardziej skomplikowane…
- A co powiesz na kufel piwa u mnie w pokoju.
I znów ten uśmiech.
- Och, niegrzeczny chłopak z pana, panie Cometh.
Lekko złapała moją koszulę i zbliżyła swoją twarz do mojej. Teraz nie widziałem już niczego. Nie widziałem stolików za mną, pięknej gry świateł w barze, biesiadników. Nie słyszałem szafy grającej, rozmów i śmiechów. Cały ja, cały mój świat skupił się na jednej osobie. Na niej. Utonąłem w tej niebieskiej głębi, w tym morzu. Płynąłem wraz z innymi rybami, tak mi bliskimi. Słyszałem przepiękną muzykę. Lekka gra na fortepianie i skrzypcach. Wszystko komponujące i równoważące się perfekcyjnie.
Kiedy w końcu „wyszedłem na brzeg”, byliśmy razem w pokoju. Mały, pomalowany na czerwono pokoik z jednym, okrągłym okienkiem, lampą sufitową i dużym, miękkim łóżkiem. Właśnie siedziałem na jego brzegu, a ona na moich kolanach. Swoimi smakującymi wiśnią, miękkimi jak wata ustami dotykała moich. Czułem, że ją kocham. Nie pragnąłem tylko z nią spać. Pragnąłem być całe życie. Powolne, lekkie pocałunki zamieniły się w namiętny taniec uczuć. Zdążyłem powiedzieć: „Kocham cię”.
Jestem James Cometh…
I wszystko znikło…

Nie, nie, nie, nie, nie. To pierwsze co pomyślałem po przebudzeniu. Tak, przebudzeniu. Nie byłem martwy. Byłem żywy. Byłem żywym Jamesem Comethem…
- Diane! – krzyknąłem nagle, gwałtownie unosząc głowę. Nie mogłem się jednak podnieść. Teraz zdałem sobie sprawę ze swojego położenia.
Na pewno byłem przywiązany. Moje ciało było rozciągnięte „na gwiazdę”, a ręce i nogi skrępowane grubym sznurem. Leżałem na…
Spojrzałem.
Kawałku metalu. Zaraz, zaraz. Ja jestem w powietrzu! Tak, wiszę! Inne liny, wbite w sufit, utrzymają mnie i ten kawałek stali w powietrzu. Chwila. Lina jest zaczepiona o jakąś korbę. To oznacza, że w każdej chwili mogę zostać opuszczony i podniesiony, ale przez kogo i gdzie?
Po tej myśli dreszcze przeszły mi po plecach i całym ciele. Widziałem sufit tylko dlatego, że odbijała się na nim mozaika podświetlonej wody, mogącej znajdować się tylko pode mną. W jakimś zbiorniku.
Nagle wszystko wróciło do normy. Nie wiedziałem nawet, że dotychczas byłem otumaniony. Zacząłem słyszeć wodę, zacząłem zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji, zacząłem trzeźwo myśleć. Niewątpliwie znajdowałem się w małym pomieszczeniu. Było zbudowane z betonu, ale w znacznej części pokrywała je pleśń. Zielona, śmierdząca pleśń.
Nie zauważyłem więcej szczegółów, bo nagle drzwi przed moimi nogami się otworzyły. Wywnioskowałem to oczywiście po nagłym wpadnięciu do pomieszczenia światła oraz trzasku. Kątem oka ujrzałem człowieka. Poruszyłem się gwałtownie.
- Wypuść mnie stąd! – ryknąłem.
Mężczyzna stał przez chwilę nieruchomo, po czym zatrzasnął drzwi.
Opadłem zrezygnowany.
- Witaj, Jamesie Cometh – głos wydobył się z głośników gdzieś w rogu pomieszczenia. – Mamy nadzieję, że w tej chwili powiesz nam co się stało tej nocy w barze? Mój pracownik powiadomił mnie, że już nie śpisz. Ale gdzie moje maniery. Jestem…
- Nie obchodzi mnie kim jesteś! – nie chciałem tego powiedzieć. Głos sam wydobył się z moich płuc. – Masz mnie stąd wypuścić w tej chwili!
- Nie, nie, nie. Najpierw POWIEDZ! – mężczyzna zabrzmiał bardzo groźnie. Nie żartował. Ale… co ja mu miałem powiedzieć?
- Nic nie wiem! – krzyczałem dalej, rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu niczego. – Straciłem pamięć!
- Marna wymówka.
W jednym momencie korba zaczęła wydawać szczękaty odgłos, a chwilę potem szybko zacząłem lecieć w dół. Przebiłem lustro wody, uderzyłem o dno. Było płytko, ale jednocześnie na tyle głęboko, by całkowicie zakryć lezącego człowieka.
Wpadłem w panikę, więc połowę powietrza straciłem już na starcie. Zacząłem szamotaninę. Z niewiadomych przyczyn już wiedziałem, że uścisk zmniejsza się pod wpływem wody. Niestety węzły na moich członkach nie puściły ani trochę, a nawet wydawało mi się, że jeszcze bardziej zacisnęły. Co więcej - zawiódł tonik.
Czułem jak uchodziło ze mnie życie. Sekunda po sekundzie, bąbelek po bąbelku. Musiałem… bąbelek po bąbelku… Rytmicznie, jak muzyka grana na fortepianie. Pam… pam… pam… zgrzyt!
Korba znów zaczęła kręcić się intensywnie, a ja znów powędrowałem na powierzchnię. Energicznie wciągnąłem świeże powietrze. Och, jakież piękne uczucie! Wypuściłem nosem wodę, która napłynęła mi do zatok. Ta świeżość, ta radość… one nie trwały zbyt długo.
- Co się tam stało?! – wrzeszczał dalej mężczyzna.
Poczułem, że się trzęsę, zaczynam płakać.
- Naprawdę nie wiem! – krzyknąłem rozpaczliwie.
- Aaaach!
Dźwięk korby, szybko przewijająca się lina i znów woda. Nie!
Teraz nie miałem już szans na przeżycie. Zacząłem się miotać, szamotać, napinać. Myślałem o sobie, o swoim życiu, o Diane… Och, ma miłości! Gdzie teraz jesteś?! Dla ciebie wygrałbym największe kompozycje świata, dla ciebie! Dla twoich ust, rąk, oczu, dla twojego ciepła! Jesteś mi tak obca, a jednocześnie tak bliska! Och, ma…
Nie, ciągle żyłem i znów ruszałem ku powierzchni. Teraz poczułem, że już tam, na dnie, z moich oczu pociekły łzy. Oddychałem szybko, głęboko, nierytmicznie. Świeże powietrze! Czuję się jak natchniony nowym duchem! Muzyko, graj!
- Dosyć tego! – zagrzmiał głos w radiu. – Trudno. Nie dowiem się od ciebie, dowiem się od kogoś innego. Dowiem się od Diane McClintock!
To, co chciałem powiedzieć samo wydobyło się z radia.
Huk wyważonych drzwi i krzyk:
- Nein!
Strzał. A przynajmniej dźwięk strzału. Jęk rozpaczy. I cisza.
Leżałem na kawale metalu, cały przemoczony, zmęczony. Muzyka, James Cometh, Diane, niemożliwe!
I ten znajomy dźwięk. Ten znajomy dźwięk otwierających się ze skrzypem drzwi. Ktoś do mnie podbiegł. Poczułem, że węzeł po węźle przestaje mnie krępować. Niezdarnie zsunąłem się z kawałka stali i upadłem na ziemię, na kolana. Podparłem się ręką i zacząłem ciężko dyszeć. Jeszcze ciężej niż podczas swoich tortur. Ktoś chwycił mnie za ramiona i pociągnął do góry. Ujrzałem kobiecą twarz. W pierwszej chwili pomyślałem, że to ona, moja miłość, ale nie. Ta kobieta miała dość gładką twarz, długie, brązowe włosy. Ubrana była w biały fartuch lekarski. Z jednej z jego kieszeni wystawała kolba pistoletu.
- Nic ci nie jest? – zapytała. Miała wyjątkowo obcy akcent… Niemiecki?
- N… nie – odpowiedziałem słabym głosem. Kobieta uśmiechnęła się.
- Jestem doktor Tenenbaum. Na razie tyle wystarczy. Musimy się spieszyć. Niebawem pojawi się tu pewnie… Och, nieważne! Wytłumaczę ci po drodze. W każdym razie trzymaj się mnie.
- Gdzie… Gdzie jesteśmy? – znów zapytałem.
- W dalszym ciągu w Pawilonie Medycznym. No dalej, ruszaj się!
Wyszedłem z małego pomieszczenia, sali tortur. W głowie wciąż miałem nuty, swoją osobowość i Diane…

Jeśli komuś "się chce", niech wytknie błędy, bo pomimo "skanu" po zakończeniu pracy, jakiś trafić się mógł :)

pozdrawiam,
Gigsav
_________________
Ostatnio zmieniony przez Gigsav 2010-01-13, 14:18, w całości zmieniany 1 raz  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 542
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-01-13, 16:15   

Delirium - Majaczenie niewywołane alkoholem i innymi substancjami psychoaktywnymi ;)
_______________________________________________________________
Szybkim ruchem przemierzaliśmy puste, zakrwawione korytarze Pawilonu. Wiele miejsc oplatał mrok. Lampy zbite, drzwi wygięte od naporu wody. Marmurowe posadzki jak i ściany pokryte były rdzą i krwią. Widzieliśmy ogromną ilość zastrzelonych ludzi. A w szpitalach powinno się leczyć... Mnóstwo przejść zostało zamkniętych za pomocą specjalnych blokad, uruchamianych tylko i wyłącznie wtedy, gdy części Rapture groziło zalanie. Zauważyłem także żelazne kraty. "Drodzy mieszkańcy tego miasta! Pawilon Medyczny jest oficjalnie martwy! Dziękuję za uwagę." - pomyślałem i wydawało mi się, że zaraz usłyszę taki komunikat. To miejsce wprost napawało mnie grozą, ale czy to coś dziwnego? Każdy chciałby wydostać się z tego miejsca jak najszybciej! Mijając wyjątkowo zmasakrowane szczątki, zatrzymaliśmy się na chwilę przy schodach.
- Wszystko w porządku?
Ledwo co stałem na nogach, więc skinąłem głową.
- Gut. Wiele o tobie słyszałam Herr Cometh. Mam nadzieję, że pomożesz mi uratować moje Maleństwa. Poczekaj, zaaplikuję ci apteczkę. Strzykawka ze środkiem leczniczym to jedyne co udało mi się tam znaleźć.
Po wstrzyknięciu tego świństwa poczułem się znacznie lepiej. Nie podziękowałem jej jeszcze za uratowanie mi życia...
- Danken.
Doktor Tenenbaum uśmiechnęła się życzliwie i poklepała po ramieniu:
- Sehr gut, ruszajmy więc.
- Dokąd?
- Przekonasz się, Herr Cometh.
Nagle, usłyszeliśmy potworne walenie w ledwo trzymające się drzwi. Oni wrócili i było ich więcej niż zazwyczaj.
- Ruszaj się, ruszaj! - krzyknęła Niemka i zbiegła na dół. Chwyciła dystrybutor z Ewą i... podniosła go! Pod spodem znajdował się mały przycisk. - Schneller, Schneller!
Nie rozumiałem o co dokładnie jej chodziło, ale domyśliłem się. Po chwili pod schodami otworzyła się mała wnęka. Już schodziliśmy na dół, gdy coś zakryło dziurę, zostawiając nas w strasznych ciemnościach.
Poczułem twardy grunt pod stopami. Puściłem drabinkę i rozejrzałem się. Długi, ciemny, mroczny, tajemniczy. Korytarz z granitu, pochodnie na ścianach. Czułem się jakbym grał w scenie przebudzenia Draculi. Podążałem za doktor Tenenbaum i prawdę mówiąc nie chciałem zostać w tyle. Ktoś w pewnych miejscach wykuł zakratowane wnęki, a ich zawartość niepokoiła. Wisielce, spalone zwłoki, ludzie przybici do desek ogromnymi szpikulcami i topielce, w specjalnych pojemnikach, wypełnionych doszczętnie wodą. Ktoś lubił torturować innych. Wychodziło to dobrze. Pewien zbiornik zawierał człowieka, uwięzionego w formalinie. Na jego oczach wciąż malowało się szaleństwo i strach. Wyglądał jak ktoś błagający o życie. Niestety, prośba ta nie została wysłuchana...
- Nie przypuszczałbym, że wampiry prowadzą własną klinikę dentystyczną - próbowałem odciągnąć swoją uwagę od tego niewyobrażalnego smrodu, lecz dopiero po dłuższej chwili zdałem sobie sprawę z głupoty tego dowcipu. Jednakże nawet dobry kawał nie oczyści tej ponurej atmosfery.
- Zastanawiałeś się kiedykolwiek kim są Tatuśkowie? Skąd się biorą ludzie, ukryci pod żelaznymi pancerzami? - zapytała znienacka jakby kompletnie zignorowała ten "niewypał".
- Nie... A czy to ma jakiś sens?
- Ja, dla tych ludzi, owszem.
- Kim oni są? - zadałem pytanie, zatrzymując się przed ogromnym, żelaznym, zakratowanym włazem. Kątem oka zauważyłem złotą kartę, którą włożyła do specjalnego zamka. Głośny syk i mnóstwo pary. Weszliśmy do środka. Głośne zapalenie się jasnych świateł i ogromny, szarobiały neon. "Delirium". Rodzaj więzienia, mający program odstawiania psychotropów?
- Co my tutaj robimy?
- Diane zostawiła ci mnóstwo dzienników. Jeden z nich znajduje się właśnie tutaj. Przy okazji to główna kwatera tych świrów, którzy cię pojmali.
- Co to za jedni?
- Widzisz, Herr Cometh, pod Pawilonem Medycznym znajdował się szpital psychiatryczny. Z czasem rozbudowano go i stworzono więzienie, dla przestępców z zaburzeniami psychicznymi. Jakiś czas po tym, stworzyliśmy Siostrzyczki, które potrzebowały ochroniarzy. Tworzenie z recydywistów, obrońców tych małych istotek nie należało do najłatwiejszych. Potrzebny był czas i coś skutecznie kasującego pamięć takiej osoby. Andrew Ryan się niecierpliwił. Kiedyś należał do ludzi spokojnych, ale to się zmieniło. Zaczął robić się agresywny, chciał mieć wszystko na teraz. Megalomania zniszczyła tego człowieka. Diane, jako jedna z nielicznych osób niezaangażowanych w program "Kasacji", wiedziała o istnieniu tego miejsca. Pomagała nam czasami. A to przynosiła różne substancje, a to szukała w książkach ważnych informacjach. Czasami rozmawiałyśmy. Uciekała natomiast, kiedy miały odbywać się egzekucje. Wszystkie te martwe ciała, zanurzone w wodzie, powieszone, to zbrodniarze. "Pasożyty", jakby to określił sam założyciel Rapture. Twoja ukochana i ja, miałyśmy dość serca dla nich. Szczerze, uczciwie współczułyśmy im, jednak nic nie dało się zrobić. Muszę cię ostrzec. Zanim tam dojdziemy Herr Cometh, spotkamy mnóstwo naukowców. Są jak zombie. W "Delirium" znajdziesz mnóstwo ADAM'a. Oni są nim skażeni. Bardziej od tych w całym Rapture. Wałęsają się po tych pustych, zakrwawionych korytarzach, niosąc igły Siostrzyczek i żłopią tę czerwoną substancję. Uzależniło ich to tak silnie, że nic ich nie powstrzyma przez zdobyciem tego. Podejrzewam, że jej dziennik znajdziemy w "Antyenergtycznym SPA" - ośrodku, mającym na celu wyeliminować nadpobudliwość u niektórych. Ja... Prawdę mówiąc, to miejsce było SPA, ale tylko z nazwy. Poddawaliśmy tam tych ludzi elektrowstrząsom. I to ma być relaks?...
- Jest pani pewna, że to właśnie tam znajdziemy wiadomość?
- Ich hoffe es...
Specjalnym kluczem otworzyliśmy wejście awaryjne, aby wejść po schodach. Cel naszej wędrówki znajdował się w dolnych partiach Delirium. Po metalowym mostku, stojąc przed głównym wejściem wpatrywałem się w różowawy neon.
- Gut. Czas otworzyć te zardzewiałe wrota - Bridgette pociągnęła za metalową dźwignię, dając nam dostęp do kolejnej części wariatkowa. Najczystsze, najschludniejsze miejsce z luksusowymi apartamentami dla prawych obywateli. Oj, przepraszam. Pomyliłem części Rapture...
Mały korytarz, zardzewiałe ściany i krwawe napisy. "Wiecznie żywi", "Żyjemy jak wampiry - w mroku" i coś co poruszyło mnie najbardziej: "Wy o nas już zapomnieliście, a my wciąż o was pamiętamy!". Refleksje istot, które czują, czy bezsensowny bełkot, napisany przez szalonych naukowców?
- Das ist hiere - wyszeptała doktor Tenenbaum.
Przeszliśmy przez wyrwę w ścianie. Dostałem absolutny zakaz włączania głównego oświetlenia. No cóż... Wystarczyć musiała mi latarka. Klik! Wolnym krokiem zbliżyłem się do szafek i rozpocząłem poszukiwania. Kilka razy wypadły ze środka zwłoki. Ohyda. Dopiero w ostatniej szafce spostrzegłem kasetę. Zabrałem ją i pokazałem Bridgette.
- Sehr gut. Masz. Tutaj jest odtwarzacz. Odtwórz materiał, a po skończeniu, zabierz magnetowid ze sobą. Treść tej wiadomości także i mnie ciekawi. To taka urocza dziewczyna. Wiele mi o tobie mówiła, wiesz?... Często po pracy spotykałyśmy się i plotkowałyśmy. Chciała dzielić z tobą resztę życia. Szkoda, że tak nagle zniknęła...
Zdmuchnąłem kurz, uniemożliwiający odczytania tytułu nagrania. "Diane McClintock: "Jedyna różnica". Podekscytowany włożyłem to i wcisnąłem przycisk "PLAY".
"Ach. Nie wiem co widziałam w tym megalomanie. Andrew Ryan jest zwykłym dupkiem. To przez niego wybuchły zamieszki. Na szczęście pozostał mi James. On mnie nie opuści. Smuci mnie jednak fakt, że muszę przed nim ukrywać swoje odwiedziny w tak ponurym miejscu jak to. Kiedy widzę tych torturowanych, rażonych prądem ludzi, którzy bądź co bądź zasłużyli na lepsze traktowanie, zaczynam myśleć, że to nie gorsze, a nawet lepsze miejsce od reszty Rapture. Jedyna różnica, która sprawia, że Delirium nie jest takie złe jak pozostałe części tego podwodnego śmietnika, to fakt, że tutaj przynajmniej lepiej traktuje się ludzi..."
Ogłuszył nas wybuch, a do środka wbiegła grupka genofagów.
- LAUFEN! LAUFEN! - krzyknęła mi do ucha Niemka i ruszyliśmy w stronę "Rapture Metro". Po drodze zabrałem strzelbę i zacząłem do nich strzelać. Ich atutem była szybkość i zwinność. ADAM zmienił ich nieodwracalnie. Nie wyglądali już jak ludzie. Strzał za strzałem, coraz lepiej, coraz celniej. Czułem, gdzie skoczą. Padali jak muchy, dopóki nie skończyła mi się amunicja. Alleluja! Batysfera! Jesteśmy ocaleni! - pomyślałem. Wbiegłem do środka, szukając wzrokiem doktor Tenenbaum. Wyparowała. Niespodziewanie, z radia dobiegł jej głos:
- Schneller, Schneller! Naciśnij przycisk!
Zrobiłem co kazała. Kapsuła ratunkowa stała na specjalnym podeście, pozwalającym tylko jej zanurzyć się. Dookoła nie było wody. Guzik wciśnięty. Od reszty świata odgrodziła mnie metalowa ściana. Sposób sprytny, zwłaszcza gdy pracuje się w wariatkowie... Zanurzyłem się tak nagle... Uderzyłem mocno głową w ławkę i zemdlałem.

Siedziałem na małej, drewnianej ławce. Otaczały mnie zewsząd drzewa i kwiaty. W powietrzu unosiła się niesamowicie przyjemna woń. Z głośników dobiegała przyjemna muzyka. Co dziś za dzień? Ach, tak! Walentynki! Już z daleka ją zobaczyłem. Tak powabna i piękna kobieta? Moja najdroższa Diane.
- No, panie Cometh, jak pan dziś elegancko wygląda - podeszła do mnie i szepnęła czule. Ubrana była w ładną, powiewną, czerwoną sukienkę, z naszyjnikiem z pereł. Jak miło. Przecież to mój prezent, który dostała w naszą rocznicę. W ręku trzymała skórzaną torebkę. Uśmiechała się zalotnie, patrząc mi prosto w oczy. Wow! Nigdy nie wyglądała tak pięknie i olśniewająco! - Więc gdzie dzisiaj idziemy? Liczę na jakąś romantyczną kolację przy świecach.
- Tak kochanie. Zjemy w restauracji "Florencia". Wśród roślin, słuchając muzyki i ciesząc się sobą. Nawet sobie nie przypominam, kiedy dokładnie jedliśmy wspólną kolację.
- Wiem, przepraszam. Ostatnio mam masę roboty. Obiecuję, że to już się nie powtórzy, a zwłaszcza w takie dni jak dziś. Miłość dookoła, śpiew słowików i ty. To są jedne z tych chwil, gdy chcę krzyczeć i skakać z radości.
- Więc zrób to. Nikt ci nie broni. - zaśmiałem się cicho i spojrzałem na nią. Przysunąłem się blisko niej i już miałem ją pocałować...


Dotknąłem ręką mojej głowy i otworzyłem oczy. Czułem się jak po bardzo długiej libacji alkoholowej. Chwiejnym krokiem opuściłem batysferę. Ach, tak słodka woń kwiatów. Lekko podmokły teren i drzewa wokół mnie. Tak... Teraz czas odwiedzić Arkadię...
Ostatnio zmieniony przez mateusz812 2010-01-13, 20:41, w całości zmieniany 3 razy  
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Gigsav 


Dołączył: 30 Gru 2009
Posty: 119
Piwa: 1/6
Skąd: Rapture
Wysłany: 2010-01-13, 17:49   

Fragment świetny. Żadnych błędów się nie doczytałem. Kawał dobrej roboty ;]
Teraz ja napisze jakiś fragmencik :)

pozdrawiam,
Gigsav
_________________
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
creep 



Wiek: 18
Dołączył: 16 Kwi 2008
Posty: 266
Piwa: 9/5
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-01-13, 21:45   

To może ja się podejmę po Gigsavie.
_________________
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Inq 


Wiek: 20
Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 429
Piwa: 11/6
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-01-15, 12:54   

Ale o co chodzi...?
Szczerze mówiąc, nie lubię takiego mieszenia w fabule.
Nie wiem co komu przyszło do głowy, żeby kochanką bohatera (który nazywa się różnie w różnych fragmentach) była Diana McClintock.
_________________
Cytat:
Dlaczego ja?! Pam, pam, tralalala!

Cytat:
Brute Splicery, czyli potężnych jak jednorożce, napchanych ADAMEM do granic możliwości splicerów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Gigsav 


Dołączył: 30 Gru 2009
Posty: 119
Piwa: 1/6
Skąd: Rapture
Wysłany: 2010-01-15, 22:18   

Bardzo Was przepraszam, ale mam strasznie dużo rzeczy na głowie, więc zwalniam kolejkę. Naprawdę wielkie przeprosiny, że kazałem Wam tyle czekać, a przyszedłem z niczym :/

pozdrawiam,
Gigsav
_________________
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Vesper 


Wiek: 16
Dołączył: 31 Paź 2008
Posty: 161
Piwa: 5/2
Skąd: Z koncertu U2
Wysłany: 2010-01-16, 13:21   

Jeśli chcecie mogę poskładać nasze stare opowiadanie, hmm ?? Co wy na to ??
_________________

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 542
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-01-31, 15:15   

creep zrezygnował. Kto teraz? Mogę ja? ^^"
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Ro-Bhaal 

Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 148
Otrzymał 1 piw(a)
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-01-31, 20:00   

Ja uważam, że bez problemu możesz dodać swój fragment. Szkoda by było, żeby ten projekt umarł.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 542
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-01-31, 20:28   

racja, chociaż ostatnio przedobrzyliśmy z akcją :P
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Ro-Bhaal 

Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 148
Otrzymał 1 piw(a)
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-01-31, 22:17   

Ostatnio faktycznie wyglądało to tak, jakbyśmy stawiali na ilość, nie na jakość. Teraz się jednak trochę uspokoiło.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 542
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-02-09, 11:07   

kurde... Nie mam weny. Może ktoś inny?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Inq 


Wiek: 20
Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 429
Piwa: 11/6
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-02-13, 11:16   

Ta książka też rests in peace.
_________________
Cytat:
Dlaczego ja?! Pam, pam, tralalala!

Cytat:
Brute Splicery, czyli potężnych jak jednorożce, napchanych ADAMEM do granic możliwości splicerów
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Sponsor: