BioShock City
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
24 maja 2010r: Aktualizacja regulaminu forum!

Informacja dla nowych użytkowników:
Na tym forum nie popieramy piractwa
Za złamanie regulaminu grozi ban.


Poprzedni temat «» Następny temat
"Delirium"
Autor Wiadomość
mateusz812 


Wiek: 16
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 535
Piwa: 2/4
Skąd: Fort Frolic
Wysłany: 2010-03-16, 17:53   "Delirium"

Powieść fantastyczna. Młody pisarz: Louise Reed pisze niesamowite książki. Wszystko dzięki niesamowitej zdolności: może przenosić się do niezwykłego światła bez ludzi. Jednak pewnego dnia zauważa coś niepokojącego. Coś co go śledziło, obserwowało. To coś nie było pozytywnie nastawione.

„Sny są tajemnicze i niezwykłe. Kryją sekrety. Chowają się w mroku tajemnic i czekają. Czekają, żeby wyjść z cienia”

„Każdej nocy opuszczamy nasze ciało. Astralna projekcja wędruje po idealnym, nieskazitelnym świecie. Sny są przekleństwem. Czymś, co chce odwrócić naszą uwagę od piękna drugiej strony.”



1



Ciemność.
Paul siedział na brzegu łóżka, pogrążony w mroku. Do pokoju wpadało niewiele światła. W Canvas nigdy nie było takiej burzy jak wtedy.
Kolejna bezsenna noc.
Nieważne ile, nieważne jak mocne leki nasenne dostawał od lekarza to i tak miał ten sam problem. Włóczył się cały czas jak zombie, z podkrążonymi oczyma, chodząc bez celu, nie wiedząc, dokąd ma zmierzać. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio marzył. Marzenia senne tak rzadkie, a koszmary tak częste. Czasami nawet bał się przysnąć. Potężne, krwawe stwory z wlepionymi w niego złowrogimi, czerwonymi ślepiami. Ich wyczuwalna wrogość i wstręt do ludzi wydawały się prawdziwe. Jakby te istoty istniały w rzeczywistości.
Trzecia rano.
Może powinien wziąć się do roboty? Zawsze tak robił, kiedy dopadła go bezsenność. Napisał już kilka książek i sporo na nich zarobił. Jedna została okrzyknięta bestsellerem, powieścią roku. Pieniądze, sława, to wszystko przemija. Nie zależało mu na rozgłosie, nie chciał być witany przez wiwatujący na jego cześć tłum. Paul. Ten sam, tworzący dla siebie, tworzący dla innych, żeby mogli pobudzić swoją wyobraźnię, którą powoli zastępował komputer i telewizja.
Jaskinia Platona.
Uwięzieni, wierzą w to, co widzą, nie zastanawiając się, co jest prawdą a co fikcją. Żyją w kłamstwie i nikt nie jest wstanie uświadomić im, że się mylą. Natomiast, kiedy ktoś zrozumie, co jest czym, starają się go zniszczyć, tak jak on niszczy ich poczucie bezpieczeństwa, ich idealny świat, pełen tańczących cieni na ścianie, pełen kłamstw. Jednak Paul miał wciąż nadzieję, że ktoś obcy zniszczy mury i rozwiąże tych biedaków. Wtedy on będzie tryumfować. Nie znosił telewizji i nie obchodziło go co mówią o nim media. Czasami słuchał radia i używał komputera, aby rzecz jasna, pisać powieści, lecz uzależnienie? Skądże! On i nałóg? Seksoholizm? Nigdy w życiu! Pracoholizm, zakupoholizm? Wcale. Używki, bulimia, anoreksja? Zero. Kompletna pustka. Paul – wolny człowiek. Pan swojego losu.
Anioły w niebiosach.
Negował istnienie Boga, od kiedy w wieku dziesięciu lat stracił rodziców. Wypadek samochodowy. Nie mieli szans w zderzeniu z tirem. Oczywiście kierowca zabójczej maszyny dostał niewielką karę. Dobry adwokat i łapówki. Pewność. Pewność, że tak było. Gdyby istniała jakaś siła wyższa, wszystko potoczyłoby się inaczej, prawda? Frank i Nina nie zginęliby, nie osierociliby go. No cóż. Życie toczy się dalej. Zamieszkał z dziadkami. Richard i Betty. Tak naprawdę, jego jedynym opiekunem był dziadek. Babcia od lat borykała się z Parkinsonem. Paskudna choroba. Egzystencja warzywa. Siedziała na tym swoim łóżku, milcząc. Zjadła jakiś tam obiad, po czym spała. Większość dnia przesypiała, chociaż może to przez leki. Nie wiedział. Nie myślał nad tym. Prawdę mówiąc, denerwowała go. Jak pusta lalka, bez uczuć, refleksji, myśli, wspomnień. Mimo tego, czasami zapalała się mała, czerwona lampka. Sygnał, że COŚ się tam dzieje. W starym, zmęczonym mózgu jeszcze coś jest. Wstawała i przekładała rzeczy, chowała ja. Niby nic wielkiego, ale cóż. To był wielki wyczyn jak na nią. Jej powolność i otępienie denerwowały Paula. Umarła trzy lata po rodzicach. W trakcie pogrzebu przeraziła go jego własna radość. Uwolnił się od niej i czuł, że dziadek w końcu też mógł odpocząć. Męczył się, widząc jak ukochana osoba tak cierpi. Nie poznawała go, myliła imiona i nazwiska. Pragnął, aby wróciła kobieta, którą kochał jako młodzieniec. Tylko nadzieja, nic więcej.
Cisza.
Deszcz przestał padać. Raz na jakiś czas zawył wiatr, to wszystko. Mężczyzna wstał z łóżka, po czym rozejrzał się po ciemnym pokoju, jakby szukał tajemniczego stwora, który miał wynurzyć się z mroku i poderżnąć mu gardło ostrym nożem, a następnie spijać jego krew i zajadać się wnętrznościami. Zapalił lampę z beżowym abażurem, a następnie kinkiet w łazience. Przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Wąska twarz, wydatne kości policzkowe, rude, zmierzwione włosy, niebieskie oczy, orli nos. Czasem miał ochotę zmienić tożsamość, żyć jak ktoś inny, zapominając stopniowo o żałosnej egzystencji przed metamorfozą. Zdjął swoje niebieskie bokserki i zostawił je na podłodze. Wszedłszy pod prysznic, odkręcił kurek z ciepłą wodą. Po kąpieli z balsamami, olejkami mógł usnąć, na dwie, trzy godziny. Niewiele, ale lepsze to niż nic. Poza tym, conocne kąpiele pozwalały mu się zrelaksować i pozwalały spać dłużej. I częściej.
Zamglone lustra.
W łazience panował zaduch, dlatego otworzył na chwilę okno. Trąbienie samochodów i szum wiatru. Mieszkał w małym, jednorodzinnym domku na Primrose Avenue. Potrzebował zaoszczędzić, więc zdecydował się kupić tę posiadłość. Dopiero potem zorientował się, czemu cena była niska. Ruch uliczny, hałas potrafiły zirytować. Aby uniknąć czegoś takiego, często spacerował po pobliskim parku. Hortensjowe Wzgórze. Latem czuć ich zapach, widać ile ich jest. Późną jesienią zaś, nieprzyjemna pustka i cisza. Dzieci już się nie bawią, dorośli nie urządzają pikników i nie słuchają głośno radia. Za zimno, aby uprawiać dziki seks w krzakach.
“For what it's worth
Come on lay with me
'Cause I'm on fire
For what it's worth
I tear the sun in three
To light up your eyes”

Wyszedł z łazienki, zajrzał do pokoju swojego syna. Ethan Reed. Ojciec kończył dwadzieścia siedem lat. Chłopczyk był sześcioletni. Błędy z przeszłości. Dopiero niedawno znany zawadiaka, Don Juan, szaleniec Paul, się ustatkował. Wcześniej podrywał kogo tylko się dało, nie myśląc o konsekwencjach. Nie znaczyło to jednak, że nie kocha tego malca. Oczko w głowie, maleństwo. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i rozejrzał po tej małej sypialni. Zabawki wciąż porozrzucane, ubranie niedbale rzucone na krzesło, a gry komputerowe zajmowały całą przestrzeń biurka. Po cichu zamknął drzwi, a następnie poszedł do salonu. Rozłożył się na czarnej, błyszczącej, skórzanej sofie i patrzył na olbrzymi regał pełen rozmaitych książek. Od powieści historycznych, fantastycznych do encyklopedii i przewodników po krajach. Wiedza jest potrzebna pisarzowi, a Paulowi jej nie brakowało.
Znowu pada deszcz.
Po piętnastu minutach poszedł do łazienki, żeby sprawdzić apteczkę. Szukał kilka minut, ale nikt ich nie ruszał. Wyjął przepisane mu pigułki nasenne, po czym popił je letnią wodą. Mógł w końcu położyć się w łóżku, aby śnić słodki sen. Okrył się kołdrą i zamknął oczy. Powoli tracił świadomość. Kołysanka z deszczu, uderzającego o parapet.



*-*-*-*


Dziesiąta rano. Słońce zaglądało do sypialni Paula już od dłuższego czasu. Jasne promienie obudziły, nie pozwalając zasnąć przez pół godziny. Rozdrażniony mężczyzna wstał i przeciągnął się, ziewając głośno.
Sobota.
Ethan z pewnością spał w swoim łóżeczku, śniąc o wszystkich tych robotach i statkach kosmicznych. Często oglądali razem „Star Wars” i najwyraźniej malec zafascynował się robotami i kosmosem. Czy ta pasja przetrwa? No cóż. W końcu to tylko mały chłopiec.
Ból głowy.
Paul miał dosyć częste bóle głowy. Przemęczenie wynikające z nieprzespanych nocy. Wiedział, czemu jest zmęczony, lecz nie chciał powiedzieć lekarzom. Mały sekret, tajemnica. Otworzył specjalną komodę z książkami o zjawiskach paranormalnych. Życie pozagrobowe, bilokacja, kriokineza, kryptozoologia, runologia i termooptyka. Rzeczy niezbadane przez naukę, niedające się normalnie wyjaśnić. Używanie wyobraźni jest najważniejsze. Dzięki niej właśnie mógł pisać powieści. Tworzenie nowych miejsc, przenoszenie się na miejsca największych bitew, opisywanie wschodzącego Słońca na tle piramid w Egipcie.
OOBE.
Co nocy wychodzimy z naszego ciała, a nie pamiętamy. Nie pamiętamy cudownego świata, który jest tak blisko, a zarazem tak daleko. On nauczył się podróżować po tej nieznanej krainie, jednakże to gdzie on wędrował było niedostępne dla innych. Odosobniony świat, druga rzeczywistość. Co ją różniło od naszej Ziemi? To, że ludzie nie istnieli. Tylko Paul i zwierzęta. Mógł wpływać na otoczenie, na maszyny, na ludzi (nie pośrednio oczywiście). Ze względu na sceptycyzm jego znajomych, milczał. Poza tym, co jeśli jego przyjaciel pokusiłby się o wydanie tej informacji mediom? Już następnego dnia telewizja, gazety zniszczyłyby go: „Znany i lubiany pisarz przenosi się do innej rzeczywistości! Więcej na stronie 8”.
Nina Ross.

Dziewczyna miała zaraz przyjść. Tyle czekał, aby odpocząć nad jeziorem Tahoe. Ethan musiał spędzić czas z opiekunką i koniec. Paul założył duże, czarne slipy, szare jeansy, brązowe skarpetki, po czym przejrzał się w lustrze. Decydowanie, w co ma się ubrać było męczące. Ubierał się dość dziwacznie. Włożył koszulę w kartkę i wziął plecak do ręki. Aparat fotograficzny, lornetka, spray przeciwko komarom, a także kilka innych potrzebnych rzeczy. Pisał książkę o chłopcu, który żył nad pięknym, malowniczym jeziorem, a doświadczenie to rzecz ważna tak samo jak wyobraźnia jeśli chodzi o hierarchie wartości pisarzy.
Dzwonek do drzwi.
Mężczyzna otworzył drzwi wejściowe i przywitał Ninę. Do przedpokoju weszła niska, szczupła, na oko dziewiętnastoletnia dziewczyna. Przez chwilę spojrzeli głęboko w swoje oczy. Miała heterochromię. Jedna tęczówka koloru brązowego, a druga zielonego. Odgarnęła swoje długie, blond włosy i uśmiechnęła się w kierunku Paula:
- Miło mi, że pozwolił mi pan ponownie zająć się z Ethanem. To taki uroczy chłopczyk! Z pewnością nie zmarnujemy czasu i zajmiemy się czymś ciekawym – powiedziała nastolatka i razem z pisarzem, wolnym krokiem weszli do salonu, a ona zaczęła się rozglądać jakby chciała zanotować co się zmieniło w tym skromnym domu.
- Ja też się cieszę, że możesz jeszcze raz zająć się moim małym brzdącem. Przy tobie od razu robi się grzeczny. Nie wiem jak to robisz, ale musisz mi zdradzić ten sekret.
Czas w drogę.
- Wiesz gdzie trzymamy jedzenie, zabawki, książki? – spytał zerkając nerwowo na zegarek wiszący na ścianie.
- Oczywiście panie Reed. Ach i mam pytanie. Nie chcę być wścibska, ale gdzie tym razem się pan wybiera? Nie jest pan zmęczony podróżami?
- Ależ skądże! Wręcz przeciwnie. To dodaje mi sił! Tym razem wybieram się nad jezioro Tahoe. Piszę kolejną książkę, a chcę przeżyć to co główny bohater.
- Rozumiem i życzę miłego spędzania czasu. – dziewczyna uśmiechnęła się lekko i położyła brązową, skórzaną torbę na sofie.
- Do widzenia. – odparł Paul i wybiegł z domu. Wsiadł do swojego szarego Mitsubishi Outlander. Rzucił plecak na tylne siedzenie, po czym zapiął pasy. Nagle, poczuł się nieswojo. Coś zabolało go w brzuchu. Jakieś złe przeczucie. Po dwóch minutach doszedł do siebie, a po upewnieniu się, że już jest w porządku, ruszył w drogę. Po pewnym czasie zatrzymał się na parkingu przy McDonaldzie. Przeszywały go dreszcze, rozbolała głowa, a świat wirował dookoła. Wyjął ze schowka zimną coca-colę i wypił z pół litra. Nie minęła minuta, a wszystko powróciło do normy. Coś go dręczyło. To coś, nie chciało dać za wygraną i chciało go przed czymś ostrzec. Tylko przed czym?



*-*-*-*


W końcu dojechał na miejsce. Znalazł się na małej polanie, wśród iglastych drzew. Wziął głęboki wdech, po czym rozejrzał się dookoła. Rozciągało się przed nim jezioro, a w oddali widać było ośnieżone szczyty gór. Wyjął z Mitsubishi namiot i rozłożył go. Cały czas wdychał to czyste, świeże powietrze jakby nie mógł się nim nacieszyć. Dreszcze, bóle głowy zniknęły. Robiło się powoli ciemno, dlatego też Paul rozpalił ognisko. Starannie je zabezpieczył i ugasił, aby nie wywołać pożaru. Wszedł zmęczony do namiotu i powoli zasypiał, słysząc złowrogie krakanie wron i pogwizdywanie sów.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Sponsor: