Ocena:
Głosów: 20
2009-10-25 21:02Głosów: 20
Marsha
Autor: creep
Mała dziewczynka niestrudzenie dreptała przed siebie. Nie wyglądała na normalną. Jej ogromne, jaskrawożółte oczy zdawały się przeczesywać całą okolicę. Brudną twarz wykrzywiał grymas bólu. Włosy miała w nieładzie – pozlepiane i poplątane. Sukienka, która okrywała jej wątłe ciało była poplamiona krwią i uwalana błotem; rękawy wisiały w strzępach. Przez dziury w ubraniu można było dostrzec różne sińce. Stopy miała obdarte do krwi. W dłoni trzymała dużą strzykawkę, wypełnioną w połowie czerwonym, dosyć gęstym płynem.
Siostrzyczka.
Zmutowane dziecko, mające tylko jedno zadanie. Zbierać ADAM. Nie miała uczuć. Była bezwzględna. Nie była sama.
Kroczył bowiem za nią Tatusiek – mutant, odziany w skafander płetwonurka. Ochroniarz. Był groźny. Bardzo groźny. Jego ogromne cielsko ledwie mieściło się w korytarz. Szedł bardzo powoli, tupiąc buciorami. Czasami wydawał z siebie cichy, ale złowrogi pomruk. Olbrzymi świder, osadzony na miejscu prawej dłoni, wolno się obracał.
Siostrzyczka była bezpieczna. Tatuś był jej przyjacielem. Tatusiek ją obroni.
- Kocham cię, Panie Bąbelku – powiedziała.
Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał.
*
Wędrowali razem, pośród mroków Arkadii, od czasu do czasu mijając Genofagów, przechadzających się bez celu. Weszli do ogrodu. Miękki mech zagłuszył tupanie Tatuśka. Siostrzyczka zaczęła się rozglądać. Chciała podejść do kwiatka, ale wielka ręka powstrzymała ją. Szli dalej.
- … widzisz, Panie Bąbelku, te duże rośliny nazywają się.... nazywają się... - dziewczynka zająknęła się. Jak one się nazywały? Nie pamiętała.
Nagle nawiedziły ją wspomnienia. Mgliste wspomnienia. „Zieleń.... Dużo zieleni.... Strach.... Roślinność.... Drzewa.... Potwory.... Drzewa? Nie, nie, nie ma drzew. Liczy się tylko ADAM. Drzewa? Co to są drzewa?
Twarz... Twarz kobiety? Kim ona jest? Matka? Czy to była moja mamusia? Nie, ja nie mam mamy. Mam opiekuna.. Mam Tatuśka... Pana Bąbelka...
- Kocham cię, Panie Bąbelku.
Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał.
*
Genofagów było w Rapture wielu. Całe mnóstwo. Pochłonięci żądzą mordu, zabijali o każdą, nawet najmniejszą porcję ADAM. Jednakże zazwyczaj nie niepokoili Tatuśka i Siostrzyczki. Ochroniarz budził respekt. Na jego widok pierzchali zazwyczaj wszyscy.
W Arkadii było inaczej.
Tatusiek, gdy ujrzał zbliżających się Genofagów, szybkim ruchem podniósł dziewczynkę i wsadził ją sobie na ramię.
Atakujących było dwóch. Na strasznie zmasakrowanych twarzach widać było szaleństwo.
Pierwszy natknął się na twardą jak kamień pięść Tatuśka. Runął oszołomiony na ziemię, przewrócił się na plecy i ujrzał but, spadający na jego klatkę piersiową. Poczuł, jak pękają mu żebra, zobaczył, jak krew tryska spod buta Ochroniarza. I umarł. Drugi Genofag zdążył zadać cios. Przywalił Tatusiowi gazrurką w plecy. Ochroniarz uruchomił swój świder, zadziwiająco szybko odwrócił się i uderzył. Genofag osunął się na ziemię, rozpryskując po ścianach i podłodze krew i kawałki mózgu. Brakowało mu sporej części czaszki.
Tatuś się uspokoił i z czułością zdjął Siostrzyczkę z ramienia. Dziewczynka spoglądała na drgające jeszcze zwłoki.
Poczuła lekkie szturchnięcie w plecy. Odwróciła się i zobaczyła, że Ochroniarz wskazuje ręką na trupy.
- Dobrze, Panie Bąbelku – powiedziała i ruszyła w kierunku ciał, unosząc strzykawkę.
*
Ramię dziewczynki wznosiło się i zaraz potem opadała. Pochylona nad trupami, dźgała ich w poszukiwaniu ADAM. Zazwyczaj natrafiała na niego w okolicy mostka. W tym przypadku również.
Wbiła igłę w sam środek klatki piersiowej, ochlapując się krwią. Poniżej żeber znalazła całkiem spore nagromadzenie ADAM. Zaczęła pobierać substancję. W tym czasie Pan Bąbelek rozglądał się, sprawdzał czy nic jej nie grozi.
Siostrzyczka podeszła do drugiego genofaga i znów szybko odszukała ADAM. Zaczęła go pobierać, a jej uwagę przyciągnęła naszywka z imieniem: John..
„ John... To chyba jego... Jego imię. John... A ja? Jak ja się nazywam? Czy kiedykolwiek miałam imię? Musiałam mieć... Chyba... Mar... Nie, nie miałam imienia. Jestem Siostrzyczką. Żyję by zbierać ADAM. Ale... czy ja żyję? Zresztą nieważne. Substancja jest najważniejsza.”
Dziewczynka zobaczyła, że strzykawka jest już pełna.
- Skończyłam, Panie Bąbelku. Oni są już aniołami.
Tatusiek cicho zamruczał. Jednak w dalszym ciągu nie była to odpowiedź.
*
Nie zauważył go, usłyszał jednak strzał i poczuł kule, które wstrząsnęły nim. Szybko wepchnął Siostrzyczkę w kąt, uruchomił świder i ruszył do ataku. Jego przeciwnik nie był Genofagiem, był na nie za mądry.
Siostrzyczka obserwowała to wszystko spod stołu. Widziała kogoś, kto strzelał w Ochroniarza. Tatusiek starał się jak mógł, ale atakujący był lepszy. Poraził go prądem z ręki i szybko zaczął w niego strzelać ze strzelby. Tatusiek czuł, jak śrut wchodzi mu w ciało. Jego przeciwnik zauważył, że Tatuś słabnie, szybko załadował elektryczny śrut i strzelił.
Cielsko Tatuśka zwaliło się z łoskotem na ziemię. Siostrzyczka poczuła pustkę. To niemożliwe, żeby Pan Bąbelek zginął.
Szybko podbiegła do ciała. Zaczęła płakać, potrącała Tatuśka ręką.
- Panie Bąbelku, proszę, obudź się! Proszę...
Usłyszała za sobą kroki. Nieznajomy był dosyć wysoki, ubrany w biały sweter. Cofnęła się, lecz nie zdołała uciec przed rękami, które ją pochwyciły. Zobaczyła, że ten człowiek ma na dłoniach dziwne tatuaże. Przestała się bać. Spojrzała nieznajomemu prosto w oczy, a ten pogładził ją po głowie. Dziwnie się poczuła. Nagle zabolało ją w mocno w brzuchu, jej oczy zaczęły świecić bardzo jasnym światłem Chwilę później stała już o własnych nogach. Była normalnym dzieckiem. Spoglądała na nieznajomego, trzymającego w rękach strzykawkę z ADAM.
- Dziękuję – powiedziała.
Nieznajomy odbiegł, a dziewczynka przypomniała sobie wszystko...
„ Miałam mamę.. Miałam mamusię! Tatusia też miałam. Prawdziwego... Ma.. Mars... Marsha? Miałam też imię. Marsha... Ja żyję... Żyję!”
Dziewczynka wspięła się do dziury Siostrzyczek i po chwili znikła w jej czeluściach.
Siostrzyczka.
Zmutowane dziecko, mające tylko jedno zadanie. Zbierać ADAM. Nie miała uczuć. Była bezwzględna. Nie była sama.
Kroczył bowiem za nią Tatusiek – mutant, odziany w skafander płetwonurka. Ochroniarz. Był groźny. Bardzo groźny. Jego ogromne cielsko ledwie mieściło się w korytarz. Szedł bardzo powoli, tupiąc buciorami. Czasami wydawał z siebie cichy, ale złowrogi pomruk. Olbrzymi świder, osadzony na miejscu prawej dłoni, wolno się obracał.
Siostrzyczka była bezpieczna. Tatuś był jej przyjacielem. Tatusiek ją obroni.
- Kocham cię, Panie Bąbelku – powiedziała.
Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał.
*
Wędrowali razem, pośród mroków Arkadii, od czasu do czasu mijając Genofagów, przechadzających się bez celu. Weszli do ogrodu. Miękki mech zagłuszył tupanie Tatuśka. Siostrzyczka zaczęła się rozglądać. Chciała podejść do kwiatka, ale wielka ręka powstrzymała ją. Szli dalej.
- … widzisz, Panie Bąbelku, te duże rośliny nazywają się.... nazywają się... - dziewczynka zająknęła się. Jak one się nazywały? Nie pamiętała.
Nagle nawiedziły ją wspomnienia. Mgliste wspomnienia. „Zieleń.... Dużo zieleni.... Strach.... Roślinność.... Drzewa.... Potwory.... Drzewa? Nie, nie, nie ma drzew. Liczy się tylko ADAM. Drzewa? Co to są drzewa?
Twarz... Twarz kobiety? Kim ona jest? Matka? Czy to była moja mamusia? Nie, ja nie mam mamy. Mam opiekuna.. Mam Tatuśka... Pana Bąbelka...
- Kocham cię, Panie Bąbelku.
Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał.
*
Genofagów było w Rapture wielu. Całe mnóstwo. Pochłonięci żądzą mordu, zabijali o każdą, nawet najmniejszą porcję ADAM. Jednakże zazwyczaj nie niepokoili Tatuśka i Siostrzyczki. Ochroniarz budził respekt. Na jego widok pierzchali zazwyczaj wszyscy.
W Arkadii było inaczej.
Tatusiek, gdy ujrzał zbliżających się Genofagów, szybkim ruchem podniósł dziewczynkę i wsadził ją sobie na ramię.
Atakujących było dwóch. Na strasznie zmasakrowanych twarzach widać było szaleństwo.
Pierwszy natknął się na twardą jak kamień pięść Tatuśka. Runął oszołomiony na ziemię, przewrócił się na plecy i ujrzał but, spadający na jego klatkę piersiową. Poczuł, jak pękają mu żebra, zobaczył, jak krew tryska spod buta Ochroniarza. I umarł. Drugi Genofag zdążył zadać cios. Przywalił Tatusiowi gazrurką w plecy. Ochroniarz uruchomił swój świder, zadziwiająco szybko odwrócił się i uderzył. Genofag osunął się na ziemię, rozpryskując po ścianach i podłodze krew i kawałki mózgu. Brakowało mu sporej części czaszki.
Tatuś się uspokoił i z czułością zdjął Siostrzyczkę z ramienia. Dziewczynka spoglądała na drgające jeszcze zwłoki.
Poczuła lekkie szturchnięcie w plecy. Odwróciła się i zobaczyła, że Ochroniarz wskazuje ręką na trupy.
- Dobrze, Panie Bąbelku – powiedziała i ruszyła w kierunku ciał, unosząc strzykawkę.
*
Ramię dziewczynki wznosiło się i zaraz potem opadała. Pochylona nad trupami, dźgała ich w poszukiwaniu ADAM. Zazwyczaj natrafiała na niego w okolicy mostka. W tym przypadku również.
Wbiła igłę w sam środek klatki piersiowej, ochlapując się krwią. Poniżej żeber znalazła całkiem spore nagromadzenie ADAM. Zaczęła pobierać substancję. W tym czasie Pan Bąbelek rozglądał się, sprawdzał czy nic jej nie grozi.
Siostrzyczka podeszła do drugiego genofaga i znów szybko odszukała ADAM. Zaczęła go pobierać, a jej uwagę przyciągnęła naszywka z imieniem: John..
„ John... To chyba jego... Jego imię. John... A ja? Jak ja się nazywam? Czy kiedykolwiek miałam imię? Musiałam mieć... Chyba... Mar... Nie, nie miałam imienia. Jestem Siostrzyczką. Żyję by zbierać ADAM. Ale... czy ja żyję? Zresztą nieważne. Substancja jest najważniejsza.”
Dziewczynka zobaczyła, że strzykawka jest już pełna.
- Skończyłam, Panie Bąbelku. Oni są już aniołami.
Tatusiek cicho zamruczał. Jednak w dalszym ciągu nie była to odpowiedź.
*
Nie zauważył go, usłyszał jednak strzał i poczuł kule, które wstrząsnęły nim. Szybko wepchnął Siostrzyczkę w kąt, uruchomił świder i ruszył do ataku. Jego przeciwnik nie był Genofagiem, był na nie za mądry.
Siostrzyczka obserwowała to wszystko spod stołu. Widziała kogoś, kto strzelał w Ochroniarza. Tatusiek starał się jak mógł, ale atakujący był lepszy. Poraził go prądem z ręki i szybko zaczął w niego strzelać ze strzelby. Tatusiek czuł, jak śrut wchodzi mu w ciało. Jego przeciwnik zauważył, że Tatuś słabnie, szybko załadował elektryczny śrut i strzelił.
Cielsko Tatuśka zwaliło się z łoskotem na ziemię. Siostrzyczka poczuła pustkę. To niemożliwe, żeby Pan Bąbelek zginął.
Szybko podbiegła do ciała. Zaczęła płakać, potrącała Tatuśka ręką.
- Panie Bąbelku, proszę, obudź się! Proszę...
Usłyszała za sobą kroki. Nieznajomy był dosyć wysoki, ubrany w biały sweter. Cofnęła się, lecz nie zdołała uciec przed rękami, które ją pochwyciły. Zobaczyła, że ten człowiek ma na dłoniach dziwne tatuaże. Przestała się bać. Spojrzała nieznajomemu prosto w oczy, a ten pogładził ją po głowie. Dziwnie się poczuła. Nagle zabolało ją w mocno w brzuchu, jej oczy zaczęły świecić bardzo jasnym światłem Chwilę później stała już o własnych nogach. Była normalnym dzieckiem. Spoglądała na nieznajomego, trzymającego w rękach strzykawkę z ADAM.
- Dziękuję – powiedziała.
Nieznajomy odbiegł, a dziewczynka przypomniała sobie wszystko...
„ Miałam mamę.. Miałam mamusię! Tatusia też miałam. Prawdziwego... Ma.. Mars... Marsha? Miałam też imię. Marsha... Ja żyję... Żyję!”
Dziewczynka wspięła się do dziury Siostrzyczek i po chwili znikła w jej czeluściach.
# komentarzy:[8]



















