Avatar: Gam
Recenzja
dodał Gam :: dnia 2008-09-22 17:56
Środkowy Atlantyk

Rok 1960

Powiedzieli mi: "Synu, jesteś wyjątkowy. Urodziłeś się, żeby dokonać wielkich rzeczy."

I wiecie co? Mieli rację.

W tym momencie samolot, którym lecimy rozbija się pośrodku oceanu, a my cudem unikamy tragedii. Dopływamy do znajdującej się niedaleko miejsca wypadku, wybudowanej z wielkim rozmachem latarni morskiej. Wewnątrz znajdujemy plakaty propagandowe, proste, jednak bogate płaskorzeźby, oraz batyskaf, do którego wchodzimy, bo i cóż pozostaje nam innego?

Batyskaf ten okazuje się bramą do innego świata. Świata wspaniałego, jak dowiadujemy się z informacji puszczonej podczas podróży coraz głębiej, i głębiej w dół oceanu. Podróż prowadzi nas do Rapture. Podwodnego miasta, stworzonego przez Andrew Ryana, człowieka z wielką wizją. Miasta odciętego od trosk codziennego życia, gdzie każdy może się wzbogacić, gdzie każdy artysta śmiało może tworzyć najdziwniejsze cuda, mędrcy głosić swoje tezy itepe, itede. Lecz...



Hitchcock powiedział kiedyś że "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.". Uważam, że nie inaczej musi być z grami. I w moim osobistym odczuciu tak jest właśnie z akcją gry Bioshock. Zaczyna się od katastrofy samolotu, a później jest już tylko straszniej. Zrujnowane podwodne miasto, zmutowani mieszkańcy, taśmy odsłaniające nam jak miasto zbudowane na wielkiej idei powoli doszło do ruiny, prawda o głównym bohaterze, a wszystko to okraszone mrocznym klimatem, walką o przetrwanie, i nagłymi zwrotami akcji.



Bioshock wstępnie miał być grą c’RPG, później twórcy zdecydowali się na połączenie c’RPG z FPS, a moim zdaniem wyszedł zwykły FPS, z troszkę większą swobodą wyboru gracza niż w innych FPSach. Do przemierzenia dostaliśmy 14 sporych lokacji, do których większości możemy śmiało wrócić w każdym momencie rozgrywki, poprzez porozmieszczane w kilku punktach stacje batysfer. Jak na FPS przystało, został nam oddany spory arsenał, poczynając od zwykłego klucza francuskiego i rewolweru, poprzez karabin maszynowy i strzelbę, na miotaczu chemikalii i kuszy kończąc. Dodatkową rzeczą w grze są wszelakie ulepszenia naszej postaci: plazmidy i toniki. Te pierwsze działające jedynie wtedy kiedy gracz je wybierze(np. strzelanie błyskawicą, podpalanie przeciwników, lub tworzenie swojego manekina dla zmylenia przeciwników), natomiast drugie są pasywne, i mogą zwiększać nasze zdolności bojowe, inżynieryjne, lub pozytywnie wpływać na organizm bohatera.

No dobrze, ale czym są te toniki i plazmidy, pewnie zapytacie. Otóż są to modyfikację genetyczne pozwalające nam na różne „czary mary”, oraz zwiększające zdolności naszego organizmu, otrzymane dzięki ADAMOWI. Ej, ale co to jest ADAM?! ADAM jest substancją, którą otrzymuje się z pasożytniczych ślimaków, odkrytych na dnie oceanu. A co…? Byłbyś łaskaw zagrać w tę grę?

Taaak, fabuła to niewątpliwie najmocniejsza strona tego tytułu. Z początku zdaje się być płytka jak kałuża: ot dostaliśmy się do przedsionka piekła, droga powrotna jest uniemożliwiona, więc dzięki pomocy nieznanego nam człowieka, w zamian za wyświadczenie przysługi, szukamy innej drogi ucieczki. Nuuuudaaaa! A jednak. Co krok dowiadujemy się coraz więcej o mieście, jego mieszkańcach, o jego twórcy, o naszym przewodniku, o nas samych… Tak, chciałoby się powiedzieć więcej, ale byłoby grzechem popsuć zabawę potencjalnym przyszłym graczom.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć o grze? Może słówko o przeciwnikach: są nimi zmutowani mieszkańcy Rapture. Czemu zmutowani? Ano dlatego, że ADAM oraz druga substancja: EWA, dzięki którym wszystkie te plazmidy i toniki działają, są uzależniające, i w większych dawkach wyczyniają cudy z naszym organizmem. Oprócz genofagów (tak w polskiej wersji nazywają się ci mutanci) będziemy mieli przyjemność poznać Big Daddy’ego (ikona produktu), oraz Little Sisters. Tatuśkowie i Siostrzyczki to nierozłączne pary w grze. Siostrzyczki z trupów zbierają ADAMA, a od nich z kolei zabieramy go my, mając do wyboru albo małą uratować, albo zabić. Ale żeby tego móc dokonać, musimy najpierw pozbyć się ich ochroniarza, czyli Tatuśka. Jest to najsilniejszy przeciwnik w grze, z którym możemy mieć naprawdę dużo kłopotów.



A jak wygląda samo Rapture? Pięknie. Pomimo tego, że jest obecnie zrujnowane, wszędzie panuje rozkład i zgnilizna, jest mokro i pusto (nie licząc przeciwników) to prezentuje się naprawdę wspaniale. Ogromne, majestatyczne, posiadające klasę. Twórcy poziomów odwalili naprawdę dobrą robotę. Gdy znajdujemy się w tunelach łączących poszczególne poziomy, albo w pobliżu szyby, możemy zobaczyć resztę podwodnego miasta, otoczonego ławicami ryb itp. Cudo.

Muzyka? Świetnie dobrana. Tam gdzie ma być straszno, jest straszno, w innych miejscach natomiast jest bardziej wesoło, aby dać nam troszkę wytchnienia. Czy aby na pewno? Ano nie. Często było tak, że pomimo ze starego patefonu leciała skoczna melodyjka, w koło walały się trupy, było brudno i niemiło. To źle? Nie, to oddaje specyficzny klimat tego miejsca. Jak dla mnie jest to wręcz smutne: piękna idea, jak zwykle zniszczona przez ludzką chciwość.



Napiszę jeszcze o kilku rzeczach, które znalazły się w tej grze, i uczyniły ją produktem jeszcze bardziej oryginalnym. Powiedzcie, w ilu FPSach mieliście system „craftingu”? A w ilu mogliście włamywać się dzięki hackingowi do kamer i botów, aby stały po waszej stronie? A czy któryś tytuł z tego typu gier dawał Wam możliwość przeprowadzania badań nad waszymi przeciwnikami dzięki czemu otrzymywaliście dodatkowe premię? No właśnie. A w Bioshocku mamy możliwość w specjalnych maszynach tworzyć ze znalezionych przedmiotów np. specjalne rodzaje amunicji, którą bardzo ciężko(jeśli w ogóle się da) znaleźć wolnostojącą. Do kamer bezpieczeństwa możemy się włamać (minigierka) aby nie zwracała uwagi na nas, tylko na przeciwników, i wysyłała za nimi wrogo nastawione latające robociki wyposażone w karabin maszynowy. Tak samo da się zrobić ze stacjonarnymi działkami automatycznymi: zamiast w nas, strzelają we wrogów. Co do badania: wykonujemy je robiąc zdjęcia naszym przeciwnikom. Im więcej zdjęć zrobimy, i zdjęcia będą lepszej jakości, tym więcej o danym przeciwniku mamy informacji, i zdobywamy więcej bonusów (większe zadawane obrażenia, dodatkowe plazmidy lub toniki, a nawet zwiększenie zdrowia i EWY).



Graficznie gra przedstawia się bardzo dobrze, muzyka również jest świetnie dobrana. Fabuła? Mały majstersztyk. Ciężko mi znaleźć jakieś minusy tej gry. Niewątpliwie początkowo minusami były błędy, których jednak spora ilość została usunięta wraz z patchem. Innym minusem może być stosunkowo mała ilość modeli przeciwników (początkowo jest ok, ale jednak im dłużej się gra, to jednak te same mordy zaczynają nudzić), zwłaszcza bossów lub postaci kluczowych dla fabuły (mało podobni do tego co widzimy na obrazkach przy nagraniach). Kolejną poważną wadą gry jest stosunkowo słaby końcowy boss. Po tym czym on jest, spodziewałbym się jednak trudniejszej finałowej walki. Coś jeszcze? Niewątpliwie po skończeniu gry czuje się niedosyt, ale to raczej jest plusem. Oznacza, że gra nas wciągnęła.

Na zakończenie dodam, że smuci mnie, że w zasadzie gra przeszła w Polsce bez jakiegoś większego echa. Oczywiście, ma sporo fanów, jednak każda gra ma swoje grupki. Osobiście przez pół roku po polskiej premierze nie wiedziałem nic o tym tytule (może byłem po prostu wyjątkiem?), a na początku gry, produkt ten nie podobał mi się ani trochę. W tym momencie uważam to za jedną z najlepszych gier w jakie w życiu grałem. Moim zdaniem jest to gra, w której człowiek albo się zakochuje, albo ją nienawidzi.
Copyright © BioShock City 2007 - 2010
Engine powered by MalkoCMS